Przedsiębiorca współczesny niewolnik

Paradoksem historii pozostanie to, że fala zapału i optymizmu z początków lat 90 w Polsce to zasługa odtwarzanej z determinacją stabilizacji na poziomie makro oraz... fantastycznie liberalnej ustawy o działalności gospodarczej, tworzonej przez ludzi "tamtej epoki" - Wilczka i Rakowskiego. Ich następcy, namaszczani już w warunkach wolnego rynku, w swych rozwiązaniach nigdy nie zbliżyli się do tego ideału. Ustawę nowelizowano kilkadziesiąt razy, by wreszcie zastąpić ją znacznie gorszym aktem prawnym. Kto wie, czy gdyby zupełnie zaniechano "reform", przedsiębiorcy nie byliby dziś bardziej szczęśliwi. Obowiązujące administracyjne ramy prowadzenia biznesu to karykatura rozwiązań, które były katalizatorem wybuchu przedsiębiorczości z początku lat 90.

Urzędy Skarbowe blokują

Z kodeksem pracy i skomplikowanymi przepisami ustawy o działalności gospodarczej jeszcze da się żyć. To, co ostatecznie zniechęca, to przepisy podatkowe i informacje o tym, jak interpretowane są one przez urzędy skarbowe. Nie ma tygodnia, by prasa czy telewizja nie opisywała jednego przypadku, gdzie uznaniowa decyzja służb fiskusa doprowadziła do upadku dobrze prosperującej firmy.

Karykatura wolnego rynku

Joanna Jarosz była cenionym dostawcą odzieży dla niemieckich odbiorców, potem także i kanadyjskich. Regularnie płaciła 200 tys. zł podatków z tytułu CIT, plus ZUS i zaliczki na PIT pracowników. Do czasu, gdy urząd skarbowy sparaliżował pracę jej firmy, domagając się - zdaniem ekspertów podatkowych, niesłusznie - zwrotu VAT. Do niedawna świetnie prosperująca firma straciła wszystkie zamówienia, a banki wymówiły jej kredyty.

Pozytywne przykłady w Irlandii

Fascynujemy się przykładem Irlandii jako wzorem transformacji gospodarczej, zapominając, że na początku lat 90. prześcigaliśmy ją o kilka długości w tempie rozwoju gospodarczego (ponad 7% rocznie), choć funkcjonowaliśmy w znacznie gorszych warunkach makroekonomicznych. Młodzi polscy przedsiębiorcy nie mieli telefonów, samochodów, komputerów, technologii. Udowodnili, że mają to "coś", szczególną smykałkę do biznesu. Takiego wybuchu przedsiębiorczości, jak na początku lat 90., nie było nigdzie indziej na świecie, nawet w krajach, które były w podobnej sytuacji (Czechosłowacja, Węgry). Świat mówił z zachwytem, że Polska to druga Ameryka, że kochamy wolność w gospodarce i czujemy się w rynku jak ryby w wodzie.

Brak optymizmu

W latach 1990 i 1991 stworzono dwa miliony nowych miejsc pracy. Dzięki temu udało się zneutralizować negatywne społeczne skutki masowych redukcji w wielkich państwowych zakładach (dotknęły one ponad 3,2 mln osób). Rozpędu i optymizmu wystarczyło na osiem lat. W 1998 r. polska gospodarka straciła zdolność tworzenia nowych miejsc pracy - od tego czasu więcej etatów ubywa, niż się tworzy. Bezrobocie wynosi dziś blisko 18%. Dla tysięcy ludzi grunt stał się zbyt grząski, by można było na nim coś stawiać.

Artykuł z gazety polsko-niemieckiej REGION.